Alojzy Beczała
Lata pracy: 05.08.1963 – 23.03.2010
Pierwsze spotkanie z zakładem
Moja historia z rafinerią zaczęła się jeszcze w czasach szkoły średniej. Po drugiej i trzeciej klasie liceum przepracowałem tam po jednym wakacyjnym miesiącu. Była to dla mnie okazja, żeby coś zarobić i zobaczyć, jak wygląda praca w dużym zakładzie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że te pierwsze miesiące spędzone w rafinerii będą początkiem mojej wieloletniej drogi zawodowej.
Po ukończeniu szkoły podjąłem stałą pracę w zakładzie, w nowo utworzonym laboratorium badawczym. Trafiłem tam w ciekawym czasie, bo właśnie uruchamiano instalację trójstopniowej destylacji, pierwszą tego typu w Polsce. Wiele stosowanych w niej rozwiązań było w Polsce czymś zupełnie nowym, a trójstopniowa destylacja, która wtedy rozpoczęła pracę, była pierwszą tego typu instalacją w kraju.
Początki były pełne nowych wyzwań. Zakład rozpoczął przerób ropy rumuńskiej, która wymagała odpowiedniego przygotowania przed dalszą obróbką. Szczególnie ważne było odsalanie, ponieważ obecne w ropie sole podczas procesu destylacji powodowały powstawanie kwasu solnego, a ten prowadził do korozji urządzeń. W laboratorium zajmowaliśmy się więc badaniem różnych deemulgatorów i środków, które mogły pomóc w skuteczniejszym oczyszczaniu surowca.
Praca w laboratorium była różnorodna – każda próbka i analiza miały duże znaczenie dla prawidłowej pracy całego zakładu. Z czasem coraz częściej uczestniczyłem również w kontroli procesów prowadzonych bezpośrednio na instalacjach.
Lata nowych technologii
Z czasem nadeszły kolejne zmiany. Jedną z nich była instalacja selektywnej rafinacji furfurolem. Wcześniej stosowano w zakładzie rafinację krezolem, jednak przy nowym gatunku ropy furfurol dawał lepsze efekty. Była to nowoczesna technologia, którą dopiero poznawaliśmy. Wymagała dokładności i ciągłego sprawdzania parametrów pracy.
Analizowaliśmy otrzymane produkty i obserwowaliśmy, jak proces przebiega w praktyce. W niedługim czasie uruchomiliśmy instalację rozpuszczalnikowego odparafinowania olejów przy użyciu mieszaniny acetonu, benzenu i toluenu. Instalacja została zbudowana na licencji rumuńskiej.
Był to okres, w którym rafineria szybko się rozwijała. Początkowo zakład miał zdolność przerobową około 500 tys. ton ropy rocznie, później zwiększono ją nawet do 700 tys. ton. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, był to niezwykle ciekawy czas – wiele rzeczy powstawało od podstaw, a ludzie pracujący w zakładzie mieli poczucie, że wspólnie tworzą coś ważnego.
Za wszystkimi instalacjami stali ludzie: mechanicy, elektrycy i pracownicy warsztatów, którzy dbali o sprawność urządzeń, wykonywali remonty i reagowali w każdej nagłej sytuacji.
Rafineria w życiu rodziny i miasta
Rafineria była obecna w życiu naszej rodziny przez cztery pokolenia. Jeszcze przed wojną pracował tutaj mój dziadek, a także najstarszy brat mojej mamy. W 1938 roku zatrudnienie w rafinerii znalazł mój ojciec. Później zaczęli tam pracę także młodsi bracia mojej mamy. Tradycja rodzinna była kontynuowana – w zakładzie pracowałem ja, mój brat, moja córka, a także dwóch moich kuzynów.
Dlatego trudno było traktować rafinerię tylko jako miejsce pracy. Żyliśmy tym zakładem – tym, co się w nim działo, jakie były zmiany i jakie wydarzenia dotykały załogi. To wszystko przenikało również do życia rodzinnego.
Dla wielu mieszkańców Czechowic-Dziedzic rafineria była podstawą utrzymania. W wielu rodzinach pracowało w niej po kilka osób, a związki z zakładem przechodziły z pokolenia na pokolenie. Był to jeden z najważniejszych zakładów w mieście, dlatego jego znaczenie wykraczało daleko poza samą produkcję.
Zakład pomagał przy remontach dróg, wspierał miejskie inicjatywy, a także instytucje, w tym służbę zdrowia. W tamtych czasach, kiedy pojawiała się ważna potrzeba, często zwracano się właśnie do rafinerii.
Ludzie, wspomnienia i trudne chwile
Kiedy po latach wracam myślami do pracy w rafinerii, przede wszystkim pamiętam ludzi. Była to moja pierwsza praca i od początku dobrze wspominam atmosferę panującą w zakładzie. Oczywiście najważniejsze były codzienne obowiązki, ale równie mocno zapamiętałem rozmowy, współpracę i zwykłe sytuacje, które wtedy były częścią każdego dnia.
Miłym wspomnieniem pozostają również zabawy karnawałowe organizowane przez Naczelną Organizację Techniczną. Były to bardzo udane spotkania, przygotowane z dużym zaangażowaniem. Dawały możliwość spotkania się poza pracą i spędzenia czasu w zupełnie innej atmosferze.
W pamięci pozostali także ludzie, z którymi pracowałem. Szczególnie pamiętam moment, kiedy po pierwszym roku pracy zdawałem egzamin stażowy i udało mi się go zdać z wyróżnieniem. Później objąłem swoje pierwsze samodzielne stanowisko kierownicze za czasów dyrektora Kazimierza Klęka. W kolejnych latach miałem okazję współpracować również z dyrektorami Alojzym Wasylem, Andrzejem Żurkiem i Ryszardem Chrapkiem. Każdy z nich zapisał się w historii rafinerii na swój sposób. W późniejszym okresie doskonale współpracowało mi się z Prezesem Piotrem Dudkiem, Markiem Lesiszem oraz szefem produkcji Marianem Dytką.
No i najważniejsze. Pewnego dnia w laboratorium zjawiła się bardzo ładna dziewczyna, która w trochę późniejszym czasie została moją żoną.
Najtrudniejszym wspomnieniem pozostaje jednak pożar rafinerii w 1971 roku. Było to wydarzenie niezwykle bolesne, które bardzo przeżyła nie tylko załoga, ale całe Czechowice-Dziedzice. Skala tragedii sprawiła, że na długo zapisał się on w pamięci wszystkich związanych z zakładem.
Patrząc z perspektywy wielu lat, widzę, że rafineria była czymś więcej niż tylko miejscem pracy. Była częścią życia wielu ludzi, miejscem, gdzie spotykały się różne pokolenia i gdzie przez dziesięciolecia tworzono wspólną historię. To właśnie ludzie – ich praca, zaangażowanie i wzajemne relacje – sprawili, że ten zakład miał tak wyjątkowe znaczenie.