Jan Wincierz
Lata pracy: 03.03.1975 – 02.08.2002
Droga do Czechowic-Dziedzic
Moja historia związana z Śląskimi Zakładami Rafineryjnymi rozpoczęła się w 1975 roku. Zanim trafiłem do Czechowic-Dziedzic, pracowałem na Dolnym Śląsku w zakładzie związanym z wydobyciem złota i produkcją arszeniku. Zajmowałem się tam inwestycjami i rozwojem zakładu, prowadziłem projekty oraz odpowiadałem za przygotowanie kolejnych przedsięwzięć. Miałem objąć stanowisko dyrektora technicznego, jednak ówczesne realia polityczne sprawiły, że moja droga zawodowa potoczyła się inaczej.
Wtedy pojawiła się możliwość przejścia do Czechowic-Dziedzic. Ówczesny dyrektor rafinerii, Kazimierz Klęk, mój kolega ze studiów, zaproponował mi stanowisko kierownika inwestycji. Tak rozpoczął się najważniejszy etap mojego życia zawodowego.
Kiedy przybyłem do rafinerii, zakład był po pożarze i odbudowie. W kraju panowała trudna sytuacja gospodarcza, brakowało środków, materiałów i wykonawców. Każde przedsięwzięcie wymagało zaangażowania, dobrej organizacji i umiejętności radzenia sobie z ograniczeniami. Mieliśmy wspaniałego dyrektora, Alojzego Wasyla, człowieka ambitnego, który potrafił patrzeć szerzej. Widział rafinerię nie tylko jako zakład produkcyjny, ale również jako ważną część miasta i życia jego mieszkańców.
Inwestycje, które zmieniały zakład i miasto
Pierwszą większą inwestycją, którą prowadziłem w rafinerii, była świniarnia. Dziś może się to wydawać zaskakujące, ale takie były realia tamtych czasów. W okresie, gdy podstawowe produkty były reglamentowane, powstał pomysł, aby duże zakłady pracy organizowały własne hodowle. Na terenach w Czechowicach-Dziedzicach wybudowaliśmy dwa budynki przeznaczone dla około 100 świń. Trzeba było stworzyć całą infrastrukturę: wybudować drogę, doprowadzić wodę i energię. Wszystko organizowaliśmy od podstaw. Później obiekt został przekazany spółdzielni w Zabrzegu. Była to nietypowa inwestycja, ale dobrze oddaje specyfikę tamtych czasów i wyzwania, z jakimi musieliśmy się mierzyć.
Jednym z najważniejszych przedsięwzięć była budowa mieszkań dla pracowników rafinerii. Zakład rozwijał się, a ludzie potrzebowali odpowiednich warunków do życia. Przy ulicy Sobieskiego, w pobliżu klasztoru, powstały trzy budynki mieszkalne — dwa po 40 mieszkań oraz jeden z 20 mieszkaniami.
Nie była to łatwa realizacja. Budowa odbywała się w czasach niedoboru materiałów i problemów z wykonawcami. O każdy etap trzeba było zabiegać, ale dzięki determinacji udało się ją zakończyć. Później powstały kolejne budynki przy ulicy Bestwińskiej. Łącznie rafineria wybudowała około 250 mieszkań, zapewniając własne miejsce do życia setkom pracowników i ich rodzin.
Patrząc z perspektywy czasu, były to inwestycje ważne nie tylko dla zakładu, ale również dla całych Czechowic-Dziedzic. Rafineria miała wówczas ambicję, aby służyć miastu. Przykładem takiego myślenia było sztuczne lodowisko. Nigdy wcześniej nie budowałem podobnego obiektu, dlatego wspólnie z biurem projektowym poznawaliśmy rozwiązania stosowane w innych miastach, między innymi w Oświęcimiu, Katowicach i Tychach. Na tej podstawie powstał projekt, a następnie obiekt, który przez wiele lat służył mieszkańcom.
Kolejną ważną inwestycją była przychodnia zakładowa. Wcześniej opieka medyczna funkcjonowała w znacznie skromniejszych warunkach. Nowoczesny obiekt z gabinetami lekarskimi i dentystycznymi stał się ważnym elementem zaplecza socjalnego rafinerii.
Od „Solidarności” do nowych technologii
Przed stanem wojennym zaangażowałem się w tworzenie pierwszej „Solidarności” w rafinerii. Zebranie organizowali głównie elektrycy. W dużej sali zgromadziło się około 200 osób, jednak spośród kadry inżynierskiej było nas niewielu.
Poprowadziłem to pierwsze spotkanie i pomogłem zorganizować struktury związku. Zostałem również wybrany do jego zarządu. Był to czas wielkich nadziei, ale także ogromnej odpowiedzialności. Podczas ogólnopolskiego strajku musieliśmy pamiętać, że rafineria jest zakładem szczególnym, a każda decyzja wymagała rozwagi i odpowiedzialności.
Po trudnych latach 80. realizowaliśmy kolejne przedsięwzięcia. Powstawały obiekty techniczne, magazyny, zbiorniki i instalacje niezbędne do dalszego funkcjonowania zakładu. Jedną z ważniejszych inwestycji była linia do produkcji i nalewu olejów do butelek. Wspólnie z dyrektorem Alojzym Wasylem jeździliśmy do Niemiec i Włoch, aby poznawać dostępne technologie i wybrać najlepsze rozwiązania. Później projekt został zrealizowany we współpracy z wykonawcami.
Tamte czasy wymagały jednak ogromnej zaradności. Zdobycie materiałów czy urządzeń często było prawdziwym wyzwaniem. Przy budowie hali brakowało specjalnych płyt dachowych. Pojechałem do producenta i dzięki rozmowie oraz wymianie, tak charakterystycznej dla ówczesnej gospodarki, udało się je pozyskać.
Szczególnie ważnym przedsięwzięciem była modernizacja oczyszczalni ścieków. Rafineria odprowadzała duże ilości ścieków, a kary za ich niewystarczające oczyszczenie były bardzo wysokie. Jako chemik opracowałem rozwiązanie oparte na flotacji. Dzięki tej modernizacji udało się osiągnąć odpowiednią jakość oczyszczania i całkowicie uniknąć kar.
Dużą satysfakcję przyniosło mi również uruchomienie pierwszej w Polsce instalacji do produkcji parafiny granulowanej. Początkowo wykorzystywaliśmy polskie rozwiązania, a później instalacja była rozwijana we współpracy z zagranicznymi partnerami.
Współpracownicy i przyjaciele
Po latach pracy w rafinerii najważniejsi pozostają ludzie. Szczególnie ciepło wspominam Leona Kaplitę, z którym łączyła mnie nie tylko współpraca zawodowa, ale również przyjaźń. Ciepło wspominam także Kazimierza Profusa, Mariana Rodaka, Jerzego Kopcia, Władysława Micóra oraz wielu kierowników i specjalistów poszczególnych wydziałów. Rafineria była dużym zakładem, ale przede wszystkim była wspólnotą ludzi. Każdy miał swoje zadania i odpowiedzialność, jednak najważniejsze były współpraca, wzajemne zaufanie i przekonanie, że razem można osiągnąć więcej.
Z perspektywy lat wiem, że nie wszystkie pomysły i inwestycje przetrwały próbę czasu. Były decyzje trafione i takie, które później oceniano inaczej. Wszystkie jednak stały się częścią historii tego miejsca. Po tylu latach patrzę na rafinerię nie tylko przez pryzmat zrealizowanych inwestycji, wybudowanych obiektów czy wdrożonych rozwiązań. Najważniejsze jest to, że przez wiele lat mogłem pracować przy przedsięwzięciach, które miały znaczenie dla zakładu i miasta. To jest największa satysfakcja, wiedzieć, że część tej historii pozostaje do dziś.