EN PL

Maria Niedoba

Lata pracy: 01.09.1970 – 31.10.2000

 

 

Drugi dom na lata

 

Kiedy dziś wracam myślami do czasu spędzonego w rafinerii, przede wszystkim widzę ludzi. To oni tworzyli atmosferę tego miejsca i sprawiali, że praca była czymś więcej niż codziennym obowiązkiem. Nie było niepotrzebnej rywalizacji ani zawiści. Ludzie się lubili, odwiedzali po pracy, pomagali sobie i chętnie dzielili doświadczeniem.

 

Kiedy patrzę, jak pracują moje dorosłe dzieci, widzę, jak bardzo zmienił się świat. Dziś często liczy się indywidualny sukces, a wiedzę zachowuje się dla siebie. W rafinerii było inaczej – starsi uczyli młodszych, a doświadczenie przekazywano z życzliwością. Właśnie dlatego wspomnienia z tamtych lat są dla mnie tak cenne.

 

Moja droga zawodowa niemal w całości związana była z rafinerią. Po ukończeniu szkoły pracowałam przy selekcjonowaniu oleju, a już po dwóch tygodniach trafiłam na centralę telefoniczną. Tam przez cztery lata pracowałam w systemie zmianowym, obsługując cały zakład. Później śp. pani Kuczerowa zaproponowała mi przejście do Działu Administracji. Zostałam jej zastępcą, a z czasem objęłam stanowisko kierownika. Przez kilka kolejnych lat kierowałam także Hotelem Robotniczym, który pozostawał w strukturach rafinerii. Łącznie moje życie zawodowe było związane z rafinerią przez blisko 50 lat.

Świadek wielkich zmian

 

Dla mnie najbardziej poruszającym wspomnieniem pozostaje pożar rafinerii. W tamtym czasie rozpoczynałam naukę w pierwszej klasie szkoły zawodowej. Do samego miejsca tragedii nie można było podejść, ale to, co zobaczyłam później, na zawsze zapisało się w mojej pamięci. Powykrzywiane szyny, zniszczone konstrukcje, ślady żywiołu. Trudno było uwierzyć, że jeszcze chwilę wcześniej tętniło tam życie i pracowały setki osób. Dla mieszkańców Czechowic-Dziedzic nie był to zwykły pożar. Wielu miało poczucie, jakby ucierpiało serce miasta.

 

Przez kilka lat obserwowałam, jak rafineria podnosi się powoli z tej tragedii. Uruchamiano kolejne instalacje, produkcja stopniowo wracała do normalnego rytmu, a wraz z nią wracała nadzieja. To był niezwykły czas, pokazujący, jak wielką siłę mają ludzie potrafiący wspólnie odbudować miejsce swojej pracy. Z biegiem lat przyszły kolejne zmiany. Najtrudniejszy okres rozpoczął się wraz z reorganizacjami. Stopniowo wyłączano z działalności kolejne obiekty niezwiązane bezpośrednio z produkcją. Dla wielu pracowników był to bolesny moment, bo kończyła się pewna epoka.

 

Ludzie, których się nie zapomina

 

Miałam szczęście pracować z wieloma wyjątkowymi osobami. Wszystkich dyrektorów wspominam bardzo dobrze, ale szczególne miejsce w mojej pamięci zajmuje dyrektor Alojzy Wasyl. Był człowiekiem, który myślał przede wszystkim o ludziach. Za jego kadencji rozwijano zaplecze socjalne, powstawały mieszkania dla pracowników, funkcjonowała przychodnia zdrowia, a nawet planowano budowę szpitala współtworzonego przez rafinerię. Dbał o to, by sukces zakładu przekładał się na codzienne życie pracowników i ich rodzin. Do dziś pamiętam również telefon od koleżanki z informacją, że wszyscy pracownicy otrzymają dodatkową premię 20 tysięcy. To było na stare pieniądze, ale sam gest pokazywał, że ludzie są ważni.

 

W pamięci pozostali ci, którzy na co dzień wykonywali mniej widoczną, ale niezwykle odpowiedzialną pracę. Rewident zakładowy Stefan Kępa budził powszechny respekt – samo jego pojawienie się sprawiało, że wszyscy mobilizowali się do jeszcze dokładniejszej pracy. Z sympatią wspominam dyspozytorów zakładowych oraz wielu współpracowników administracji.

 

Szczególne miejsce w moich wspomnieniach zajmuje dyrektor Ryszard Chrapek. Był człowiekiem niezwykle eleganckim i pełnym klasy. Kiedy odchodziłam z pracy, przyszedł wręczyć mi bukiet róż. Ten gest wzruszył mnie bardziej niż jakiekolwiek oficjalne podziękowania i do dziś pozostaje jednym z najpiękniejszych wspomnień.

 

Przez wiele lat z rafinerią związany był także mój mąż – Wacław Niedoba. Rozpoczynał pracę w Dziale Organizacji i Normowania Pracy, później służył w straży pożarnej, a następnie pracował jako kierowca transportu. Woził produkowane w Czechowicach-Dziedzicach oleje silnikowe do portów w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie czy Świnoujściu. Wspominał, że gdy rozpoczynał pracę na początku lat 70., Rafineria Nafty w Czechowicach-Dziedzicach była największą rafinerią w Polsce, a produkowane tutaj oleje silnikowe do samochodów Fiat 125p i Fiat 126p trafiały do odbiorców w całym kraju.

 

Miasto i rafineria – jedna historia

 

Rafineria była czymś znacznie więcej niż zakładem pracy. Organizowała wypoczynek dla pracowników, prowadziła ośrodki wczasowe, rozwijała działalność socjalną i dawała ludziom poczucie bezpieczeństwa.

 

Z ogromnym sentymentem wspominam ośrodek „Chemik”, gdzie odbywały się rodzinne wyjazdy, spotkania, zabawy i imprezy integracyjne. Było to miejsce pełne życia i dobrych wspomnień. Kiedy po latach pojechałam zobaczyć je ponownie, zastałam jedynie ruiny jednego z budynków. Widok był bardzo smutny i uświadomił mi, jak wiele zmieniło się od tamtych czasów.

 

Dziś, kiedy myślę o rafinerii, nie widzę instalacji ani budynków. Widzę ludzi, z którymi spędziłam niemal całe dorosłe życie. To oni sprawili, że rafineria stała się moim drugim domem na długie lata. I właśnie dlatego wspomnienia o niej pozostają tak żywe, mimo upływu czasu.